You are currently viewing #17 „Nie uda mi się, bo mam małe dzieci, mam etat, mam pesel… Też tak myślisz?

#17 „Nie uda mi się, bo mam małe dzieci, mam etat, mam pesel… Też tak myślisz?

Posłuchaj podkastu na..

Mimo chęci rozwoju, mimo marzeń o tym, by zajmować się w życiu tym, co się lubi najbardziej, wiele osób ma obawy. Czy sobie poradzi, czy znajdą na to czas i energię.

Czy zastanawiasz się czasem, czy w ogóle warto?

Być może Twoja sytuacja życiowa utrudnia Ci myślenie czy podejmowanie własnej działalności.
„Fajnie by było”, ale to trudne, bo nie masz tyle czasu czy energii, co inni.

  • Czujesz zmęczenie, bo masz małe dzieci lub codziennie wracasz z wyczerpującego etatu.
  • Masz już „swoje lata” i pomimo tego, że ostatnio czasu jakby więcej, energia już nie ta.
  • Chcesz spróbować zarabiać na pasji, rozwijać się, ale… nie znajdujesz zrozumienia wśród swojego otoczenia.

Czy wobec tego warto w ogóle próbować? Opowiem Ci o tym w dzisiejszym odcinku podkastu Ja i mój biznes online.

Jeżeli marzy Ci się, aby spróbować zarabiać na swojej pasji lub też uczynić to zarabianie bardziej dochodowym, zapraszam Cię na darmowy kurs Zarabiaj na pasji w 5 krokach! Szczegóły znajdziesz poniżej.

Nowy, darmowy kurs: 5 kroków do zarabiania na Twojej pasji

W ramach kursu opowiem Ci o wszystkim, co potrzebne, aby zarabiać na swojej pasji.

✨️ Przedstawię Ci 5 konkretnych kroków, które możesz podjąć choćby dziś.
✨️ Podpowiem, jak znaleźć pierwszych klientów w przeciągu następnych paru tygodni. 
✨️ Przedstawię Ci 5 różne sposoby na zarabianie na pasji i podpowiem, który sprawdzi się w Twoim przypadku.

Na kursie pokażę Ci, jak zarabianie na pasji wygląda „od środka”. Wszystko to oparte o moje pięcioletnie doświadczenie w rozwijaniu dochodowej marki online opartej o pasję, która pozwoliła mi odejść z etatu, zmienić moje życie o 180 stopni i zajmować się tym, co lubię najbardziej. Teraz pomagam innym osiągnąć to samo.

Zapisując się na darmowy minikurs, otrzymasz:

🎉 E-booka „Zarabiaj na pasji w 5 krokach”.

🎉 Lekcje mailowe – streszczenie kolejnych kroków oraz dodatkowe wskazówki wysyłane co kilka dni na Twojego maila.

Transkrypcja podkastu:

#17 „Nie uda mi się, bo mam małe dzieci, mam etat, mam niski PESEL…” Też tak masz? 

Być może masz takie uczucie, że chciałbyś/chciałabyś spróbować zarabiać na swoim, chciałbyś/chciałabyś traktować to naprawdę poważnie, na tyle że docelowo może z tego powstać fajna marka, ale być może też nie do końca w to wierzysz. 

Być może obserwujesz moje konto, konta podobnych osób w internecie, i zastanawiasz się:

„Kurczę, no fajnie to wygląda, ale nie do końca wierzę, że to jest możliwe. Ktoś mi kiedyś powiedział, że na pasji nie da się zarabiać, dlatego… No nie wiem, to chyba jakaś ściema jest po prostu. Albo tej osobie się udało, ta osoba jest utalentowana, ta osoba pewnie już ma jakąś wiedzę, z tego powodu że w rodzinie ma kogoś z przedsiębiorców. 

A ja właśnie jestem z tą moją pasją i raczej nic mi z tego nie wyjdzie, nic mi się tutaj nie uda zrobić. A dlaczego tak sądzę? No cóż, może dlatego, że jestem kobietą, tak po prostu. Może dlatego, że jestem matką małych dzieci – wychowywanie małych dzieci jest, wiadomo, trudne. Jestem często, a właściwie ciągle, zmęczona, dlatego na razie nic nie robię. 

Myślę, że odsapnę, gdy podrosną, może wtedy się za to zabiorę. Może wtedy uwierzę, że to jest możliwe. Tak poza tym moje dzieci mnie potrzebują, po prostu. Matka jest potrzebna dzieciom. Ktoś, kto zostawia swoje dzieci po 10 godzin w przedszkolu, to chyba ich tak naprawdę nie kocha. Jak można dziecko na 10 godzin zostawiać w przedszkolu? No nie, dzieci potrzebują, żebym z nimi po prostu gdzieś tam obok była, tak po prostu.

Albo jestem pracownikiem – zapracowanym, zmęczonym, nie mam już siły po pracy na nic, zwłaszcza że w pracy na etacie muszę dawać z siebie wszystko. Tak już mam, że nie odpuszczam, że jak już coś robię, to robię dobrze. I w związku z tym nie mam siły na to, żeby się zabrać za cokolwiek więcej.

A może jestem kobietą po pięćdziesiątce i wszyscy oceniają mnie poprzez PESEL. Powiedzmy sobie szczerze, już energia nie ta sama, co kiedyś. No może mam więcej czasu, odkąd dzieci już dorosły. No, ale pięćdziesiątka na karku, no… sama nie wiem… No nie, to już chyba raczej dla tych młodych ludzi. Przecież w życiu by mi się już nie udało ogarnąć tych social mediów, Facebooka, Instagrama. Teoretycznie… sąsiadka mówiła, że na tych facebookowych grupach różne rzeczy fajne robią, ale no nie wiem, ja chyba sama bym nie umiała. 

Praca, prawdziwa praca – jest ciężka, jest fizyczna, rzeczywiście coś się tymi rękami robi, widać jej skutki natychmiastowe… A praca przed komputerem? Jak można zarabiać, stukając w klawiaturkę? Praca oparta na pasji, oparta na tym, co się kocha? Jakieś nowoczesne brednie.
Owszem, mam takie kreatywne pasje, no ale bez przesady. Po prostu sprawia mi to przyjemność. Dlaczego ktoś miałby mi za to nie wiadomo ile płacić?”

***
Bardzo mnie ciekawi, czy chociaż w jakimś procencie rozpoznajesz się w którymś z tych stwierdzeń. A może takie stwierdzenia po prostu słyszysz wokół siebie, bo oddychają wręcz nimi osoby, które są wokół ciebie, w twoim środowisku, one tak uważają, więc w jakiś naturalny sposób uważasz, że tak uważa większość osób. W jakiś sposób naturalnie przyjmujesz te przekonania, wdrukowujesz sobie również w swoje własne podejście do świata.

Mimo to pojawia się w tobie taka myśl, że może warto byłoby spróbować, że może rzeczywiście to, co ta Daria mówi na tym swoim kanale czy podkaście, ma ręce i nogi. Może rzeczywiście, tak jak mówią, w dzisiejszych czasach, żeby zacząć, nie trzeba nic inwestować, tak naprawdę wystarczy dostęp do internetu, wystarczy umieć znać się na czymś nieco lepiej niż inni i mieć chęć, żeby się tym podzielić. 

To, że są też alternatywne sposoby zarabiania, takie jak na przykład sprzedaż automatyczna, dochód pasywny, pliki cyfrowe, możliwość stworzenia jakiegoś kursu czy minikursu, który potem można sprzedać w kilkuset egzemplarzach. No właśnie, jeżeli takie ziarenko niepewności, ale może i nadziei, zasiało się w twojej głowie, koniecznie słuchaj dalej.

Chciałabym ci pokazać moją metodę na to, żeby te myśli nieco przygłuszyć. Może docelowo nawet wyeliminować – po pewnym czasie pracy nad nimi. Z negatywnymi przekonaniami, które cię blokują, trzeba trochę powalczyć, trzeba z nimi trochę poćwiczyć, aż wreszcie pewnego dnia sobie znikną, pójdą. Na dłuższy czas, a może nawet na stałe.

Zacznijmy od tego, że również ja osobiście mam parę takich powodów, które w jakiś sposób mogłyby mnie wykluczać z tego, co robię. Może mogłabym się po prostu zniechęcić, uznać, że OK, tak jest, więc najprawdopodobniej nie powinnam zajmować się tym, czym się chcę zajmować. Mogłabym uznać, że właściwie dobrze mi jest, jak jest. Po co się wychylać? Może nawet wystarczyłoby mi zająć się po prostu domem i tyle. Niech zarabia mój mąż. Podam Ci parę takich przykładów.

Na przykład mam dwójkę małych dzieci. Młodsza jest jeszcze w takim wieku, że spokojnie mogłabym być na przykład na urlopie wychowawczym. Do pomocy obok nikogo. Więc jeżeli te dzieci chorują, ja się nimi zajmuję, żeby nie było. Dzielę się opieką z moim mężem, który pracuje na etacie. Jeżeli jest potrzeba, to też on w jakiś sposób to organizuje, żeby mógł tę opiekę ze mną dzielić. Ale faktem jest, że nadal bardzo dużo mojego czasu – wolnego, jak i właśnie takiego dodatkowego, podczas chorób – poświęcam moim dzieciom, co w jakiś sposób ogranicza możliwości, jakie miałabym, gdyby tego czasu było 100%.

Prosty przykład. Każdego dnia, gdy wybija godzina 17, a nawet chwilę przed, po prostu muszę wyłączyć komputer i dołączyć do mojej rodziny. Muszę, chcę, oczywiście, to też inna sprawa. Czyli jeżeli nie zacznę odpowiednio wcześnie rano, mam bardzo ograniczony czas na to, żeby wyrobić się ze wszystkimi rzeczami, które mam zamiar zrobić.

Druga sprawa jest taka, że dokuczają mi pewne problemy zdrowotne. Pierwszą moją dolegliwością jest anemia. Jest to coś, czemu oczywiście w dzisiejszych czasach można dość łatwo zaradzić, na przykład biorąc różne suplementy. Natomiast muszę również uważać ogólnie, jeżeli chodzi o moje odżywianie. Mam stałe pory posiłków, których się trzymam. Jest wiele rzeczy, których po prostu nie mogę jeść.

Oprócz tego mam też naprawdę spory ból oczu – zespół suchego oka. Naprawdę ciężki, przewlekły, taki, że codziennie muszę aplikować sobie sporo lekarstw. A jeżeli wieczorami przesadzę z czasem przed komputerem, to w nocy mogę tego żałować. Więc mogłabym powiedzieć, że nie chcę nic robić przed komputerem, ponieważ mam pewne utrudnienia.

Kiedy patrzę na osoby, które obserwuję w social mediach, przeważnie osoby z zagranicy, zauważam jedną ciekawą zależność. Zdecydowana większość tych osób robi to naprawdę fajnie, ale robi to, spędzając nad tym sporo czasu. Oczywiście inną sprawą jest, że większość z nich w tym momencie ma już swoje zespoły, które wspierają ich w tej pracy. Nie wszystko robią sami. Ale kiedyś oczywiście też zaczynali w pojedynkę i wtedy naprawdę poświęcali na to dużo czasu. Do tego stopnia, że praktycznie każde z nich ma na koncie taką historię wylądowania w szpitalu w wyniku poważnego załamania zdrowia. Nie żartuję, naprawdę jeden po drugim, po pewnym czasie z wyczerpania lądowali w szpitalu. I jak się pewnie domyślasz, nie mają małych dzieci.

No cóż, praca w naprawdę nadprogramowych godzinach przy małych dzieciach jest totalnie hardcorowa i chyba niewykonalna. Tak więc sama zastanawiam się wielokrotnie, jak to jest. Czy istnieją w ogóle takie osoby, które są w stanie to godzić – zarabianie na swojej pasji, dojście do jakiegoś, powiedzmy, większego sukcesu, a jednocześnie posiadanie małych dzieci? Powiem szczerze, że to jest jedno z takich największych pytań, pytanie o ograniczenia, które mam, taka ciągła walka, pytanie: „uda mi się czy mi się nie uda?“. Bo zaplanuję sobie coś, zabieram się do roboty, idzie to naprawdę dobrze.

A tu nagle ktoś dzwoni z przedszkola i mówi: „Niestety, zapraszamy po dziecko, bo znowu chore”. Jeżeli jest akurat sezon infekcyjny i nałoży się dwójka w domu przez dwa tygodnie, no to naprawdę niejeden projekt idzie w odstawkę. Nic dziwnego, że aż się nasuwają wtedy pytania: czy warto? co dalej? Bo jeśli za każdym razem, kiedy już się rozkręcam, coś mnie tak poważnie stopuje, to może ja się do tego nie nadaję. Inne osoby sobie radzą, jakoś sobie to dziecko po prostu ustawiają obok, a praca wre. A ja tak nie potrafię, a mnie to bardzo rozprasza, wybija z rytmu. Staję się zupełnie inną osobą.

Przyznam ci się szczerze, jak na terapii – to moje spore zmaganie, taka właśnie nieumiejętność godzenia dwóch ról w jednym czasie. Jeżeli jestem rodzicem, to jestem rodzicem, a jeżeli jestem pracowniczką, czy też osobą zarabiającą, to po prostu chcę wtedy zarabiać. I naprawdę nie chcę wtedy mieć małych dzieci koło siebie. Czy da się to pogodzić? Powiem Ci tak w dużym skrócie: da się. Nie byłoby mnie tutaj nagrywającej ten podkast, gdyby to nie było możliwe. 

Powiem ci jeszcze więcej: postawiłam sobie za cel udowadnianie innym osobom, które też mają różne życiowe sytuacje, że to jest możliwe. Dlatego właśnie nagrywam ten podcast, inne podkasty, naprawdę spędzam sporo czasu nad tym, żeby pomagać tym osobom, bo sama doświadczyłam tego szczęścia, jakim jest możliwość pogodzenia tych rzeczy. Że nie tylko jestem mamą, ale też się rozwijam, że też mogę pogłębiać tę moją pasję, zarabiać na niej, mogę pokazywać innym, że też się da.

Mam nadzieję, że będziesz trzymać za mnie kciuki, żeby właśnie ta moja misja się w jakiś sposób dalej realizowała. Żeby udało mi się udowadniać, że mimo różnych ograniczeń, jakiekolwiek Ty również masz, naprawdę się da. Naprawdę da się to pogodzić. I nawet jeżeli te skoki nie będą jakieś gwałtowne, takie gwałtowne sukcesy, że od razu ta osoba zaczęła i po trzech miesiącach dorobiła się miliona, to mimo wszystko cały czas idę naprzód, coś się dzieje, coś się rozwija, powstają kolejne projekty. 

Część tych projektów owszem, będzie opóźniona, wejdzie w życie nieco później, niż początkowo zakładałam, ale to naprawdę idzie do przodu. Chociaż gdy porównuję się właśnie z tymi osobami, które szybciej cisną do przodu, wydaje mi się, że to nie jest dużo. Natomiast gdy rozmawiam z osobami, które są wokół mnie, to one uważają, że to ja właśnie cisnę, bo cały czas coś się u mnie dzieje, cały czas się coś zmienia, cały czas nowe projekty. 

I tak się często zastanawiam. Owszem, nie ma wielu mentorów, którzy mają małe dzieci, którym się rzeczywiście udało, tak żeby się później tym chwalić. Chociaż może po prostu nie mają jeszcze czasu dodatkowo, żeby się tym chwalić. Dlatego o nich się tak dużo nie słyszy.

Ale czy to mnie ma zatrzymać, jeśli mam ochotę robić to, co robię? Jeżeli to mnie uszczęśliwia, jeżeli mogę żyć swoją pasją, mogę na niej zarabiać w nieco wolniejszym tempie, niż normalnie by to było. Owszem, mogłabym przeczekać. Mogłabym powiedzieć: „OK, najpierw, póki mam małe dzieci, po prostu sobie odpuszczę. Nic nie będę robić, będę się tak przyglądać, marzyć, zastanawiać się. A w momencie kiedy dzieci pójdą do szkoły, czy kiedy tam będą mieć 10–15 lat, to wtedy ruszę pełną parą”. 

Owszem, mogłabym tak powiedzieć. Owszem, myślę, że wiele osób tak sobie mówi. No, ale ja właśnie wybieram tę drugą drogę – małe kroki, konkretne cele. Być może nie cele aż takie ambitne, które bym sobie normalnie postawiła, ale jednak konkretne. Odpuszczanie, kiedy jest to potrzebne. Jeżeli uznam, że owszem, życie trochę przytłacza, bo już kolejny, trzeci tydzień siedzimy wszyscy, chorujemy, to po prostu odpuszczam. 

Być może w tym tygodniu nie nagram tego podkastu czy odcinka na YouTube, nie raz mi się tak zdarza. Być może nie opublikuję nic przez tydzień czy dwa na Instagramie, ale po tym tygodniu czy dwóch wracam do gry, powolutku się znowu rozkręcam i znowu coś powstaje.

Pewnie, że często sobie tak wyrzucam. Bo przecież tu trzeba regularnie publikować na Instagramie, regularnie wysyłać newslettery i mieć wszystko dopracowane. I może będzie kiedyś taki czas, że będę tak samo efektywna jak inni, tak jak każą wszyscy mentorzy – bez dzieci, bez innych ograniczeń. Będę uporządkowana, będę mieć na to wszystko więcej energii i ochoty. 

Może właśnie teraz jest ten moment, że potrzebuję bardziej się zatrzymać, zastanowić, zrobić powolutku, przekonać się, czy w ogóle idę w dobrym kierunku. A może wręcz przeciwnie, może to jest właśnie ten moment, że tak naprawdę mam tego czasu trochę, coś we mnie takiego narasta, że chciałabym się bardziej rozwijać, chciałabym, żeby to po prostu zaczęło fajnie działać, spróbować rozwinąć siebie, rozwinąć swoją markę, zacząć rzeczywiście zarabiać na tym, co się kocha, uczynić z tego swój nowy sposób na życie, połączony z tym moim obecnym życiem.

Jeszcze jedna taka myśl, która przychodzi mi do głowy. Często słyszę wśród moich odbiorców, klientów: „Nie jestem wystarczająco dobry/dobra. No bo co z tego, że bym w sumie chciał/chciała, że bym w sumie uwierzyła w to wszystko, że się da. Dopuszczam w głowie myśl, że są takie osoby, które spróbowały i rzeczywiście im się udało. Ale no właśnie, ja uważam, że nie jestem wystarczająco dobry/dobra. No niby mam tę pasję, ale do mistrza to jeszcze mi daleko”. To też bywa taką myślą bardzo limitującą. 

Natomiast tutaj mogę Cię zapewnić, że większa część osób, które tak myślą, zaszła już dużo dalej, niż im się wydaje. Fakt, że w ogóle zadają sobie to pytanie, już świadczy o tym, że są dużo dalej niż wiele innych osób. Co z tego, że są od Ciebie na świecie lepsi? Pocieszę Cię (albo zmartwię), zawsze tacy będą. Z moich obserwacji wynikają dwie rzeczy. Po pierwsze, może Cię ocenić w tym jedynie branżowe środowisko, a to wcale nie z tego środowiska będą pochodzić Twoi potencjalni klienci. A po drugie, te osoby, ci specjaliści, którzy teoretycznie mogą Cię ocenić, często zupełnie nie mają takiego daru przekazywania wiedzy, daru uczenia innych, nie potrafią na przykład dobrze podejść do klienta, dobrze się z nim komunikować. 

Co z tego, że mistrzowie, jak nie potrafią miło z człowiekiem porozmawiać?
No dobra, powiedzmy, że te ograniczające myśli się znowu pojawiają. W jaki sposób możemy sobie z nimi poradzić? Myślę, że pierwsza rzecz to jest tak naprawdę ustalenie, co chcesz zrobić, bez patrzenia na to, czy jest to w Twoim przypadku możliwe. Na chwilę ustalmy, że wszystko jest możliwe. Na chwilę ustalmy, że jesteś młodsza, jesteś bezdzietna, nie masz pracy. Cokolwiek, co tam Ci się pojawia. I ustal sobie właśnie, co by to mogło być. 

Co byś chciał/chciała w takich idealnych okolicznościach osiągnąć, czego spróbować. Jeżeli już to masz, nadal utrzymuj myśl, że to rzeczywiście jest możliwe, i pomyśl sobie, kiedy by się to mogło wydarzyć. Czy gdyby to było tak całkowicie możliwe, zabrałbyś się/zabrałabyś się za to już jutro, może za tydzień, może w najbliższe wakacje? Zastanów się.

I w momencie kiedy już to robisz, przykładowo już się za to zabierasz, bo może i taka jest twoja sytuacja, pamiętaj o mojej ulubionej metodzie małych kroków pod tytułem „zrobię cokolwiek”. Zrobię cokolwiek dzisiaj, może w tym tygodniu, ale zawsze do przodu. Nawet jeżeli mam mniej energii niż inne osoby, nawet jeżeli mam mniej czasu niż pozostałe osoby, zrobię cokolwiek. Odpuszczam, ale tylko trochę.

I wreszcie wpisanie sobie w nawyk spoglądania do tyłu, patrzenia na to, co już się udało zrobić. Bo dobra, niby masz trudniej, a już udało Ci się osiągnąć to i to. Przejść przez taki a taki kurs, nauczyć się tego i tego, dowiedzieć się o tym i o tym, odsłuchać takiego a takiego podkastu na ten temat, który Cię interesuje, który już zbliża Cię do tego, żeby zrealizować swoje marzenia. Bądź z tego dumny/dumna, bo naprawdę to jest coś, co Cię mocno przybliża do celu, coś, co Cię rozwija, coś, co pomaga Ci ograniczyć te myśli, które Cię blokują.

I oczywiście jeżeli właśnie jednym z takich marzeń jest to, żeby zarabiać na swojej pasji – myślę, że może tak być, ponieważ ten podkast jest właśnie dla osób, które chcą zarabiać na swojej pasji – to jak najbardziej zapraszam Cię do zapisania się na darmowy kurs „Zarabiaj na pasji w 5 krokach”. 

Do tematu ograniczających przekonań na pewno jeszcze wrócę. Na pewno napiszę jeszcze o tak zwanym syndromie oszusta, czyli właśnie syndromie, który dotyka osoby, które w pewnym momencie myślą, że są niewystarczająco dobre do tego, czym się chcą zajmować. Taki mały spoiler – jest to syndrom, który dotyka większości z nas, niezależnie od tego, co już nam się udało osiągnąć w życiu. Chętnie napiszę Ci o tym więcej następnym razem.

Tej treści możesz też wysłuchać w formie podkastu u góry tej strony. Jeżeli ten temat Cię interesuje, daj mi znać, na przykład napisz do mnie przez Instagram @DariaRobbe.

Chcesz zacząć biznes online oparty na Twojej pasji lub specjalizacji? Zapisz się na kurs Zarabiaj na pasji w 5 krokach!

.